szach!

koty

Posted in Myślę by Matylda on 25.06.10

Wszędzie, wszędzie bezdomne koty i jak tu szukać Majorowi idealnego towarzystwa, nie można przecież wziąć trzydziestu, bo by mnie pożarły te koty, i udusiłyby mnie te koty obkładając się futrem z każdej strony na poduszce, ściśle rzecz biorąc to i jeden kot już mnie rano poddusza.

Reklamy

*

Posted in Myślę by Matylda on 08.06.10

Chciałabym upiec ciasto krówkowe z whiteplate, szukać w internecie drugiego kota, pójść do Józefa K. w końcu z Rafałem, siedzieć sobie na antresolce i pić piwo Żywe z miodem. Zamiast tego siedzę w domu, żywię się pizzą Flambee, zupką Miso z papierka i chińszczyzną na zmianę, poznaję tajemnice płatów czołowych, skroniowych i innych, odczuwam ból świata na wątłych barkach moich. Jeśli świat powstał według planu i każdy realizuje samym sobą jakiś wyższy cel, to ja powstałam po to żeby się martwić. Bo wszystkim się martwię. Moim zdrowiem, cudzym zdrowiem, smutnym losem ludzi, psów i kotów, powodzią, burzą, niesprawiedliwością, głupotą, nienawiścią i myślę że jakiegokolwiek abstrakcyjnego rzeczownika jeszcze by tu nie dopisać, pasowałby na pewno. Martwię się nawet o ludzi, których nie lubię, a to ciężka sytuacja, bo co wtedy począć. Naprawdę fajnie by już było mieć czas żeby wyciszać zmartwienia, piec te cholerne ciasta, czytać te cholerne książki których od ostatnich wakacji przybyło chyba z pięćdziesiąt a do żadnej nie zajrzałam, segregować i sprzątać.

Plus w ramach nauki o mózgu – estetyczne neurony.

/ A to że piszę w kółko to samo, to już inna bajka.

*

Posted in Myślę by Matylda on 22.05.10

Mam problem ze statusem tego bloga, nie wiem o czym, nie chce mi się albo głupio pisać bo może jednak to nie takie ciekawe i lepiej zachować to dla siebie, albo głupio pisać bo powiedzmy że z tymi, z którymi chciałabym się czymś podzielić, dzielę się jednak na żywo. Oczywiście blogi nie są od dzielenia się, tylko od leczenia nas ze słowotoku, kiedy nikogo nie ma w pobliżu, ale ja już nie potrzebuję słowotoku. Jak miałam 16 lat, pisałam książkę o Szatanie i chciałam być artystką, no i proszę jak skończyłam, szczęśliwa kiedy mogę pospać godzinę dłużej albo przygotowując sałatkę ze szpinaku i ciągle wszystko tak się przesuwa, że jak dobrze pójdzie to będę pobierać wiedzę do czterdziestki, a po czterdziestce to zapomnę co chciałam z tą wiedzą zrobić. Czasem mi się wydaje, że już nie potrzebuję spokoju, że można go zburzyć i sobie poszaleć, ale wtedy coś się rozpieprza i zbieranie tego ponownie do kupy zabiera tyle energii i stresu, że znowu mam ochotę tylko spać, gładzić kota, oglądać powtórki seriali na Universal i czytać książki. No i tak to, czas to przyznać, jestem kluchą, nie lubię imprez, nie lubię wódki, mam w dupie wyjazdy integracyjne bo chce mi się spać na nich, w przeciwieństwie do licznych osób zrzeszonych w grupie na fejsbuku uważam że nauka i studiowanie to jednak mniej więcej to samo, a największą radość sprawia wybieranie na moim oby oby nowym kierunku najsmaczniejszych fakultetów. Nuda nuda, niestety.

upał

Posted in Słucham by Matylda on 02.05.10

Lubię piosenki pstrokate. A kiedy ten umęczony wykonawca w pióropuszu śpiewa „we can remember swimming in december” to nieodmiennie mam poczucie obcowania z egzotyką, jakieś to dla mnie jest nie do pojęcia, że istnieje druga półkula na której pory roku są tak pomieszane, doprawdy nie dziwię się, iż można było myśleć, że chodzą tam głowami do dołu. Mój jedyny kontakt z Australią to ta linijka tekstu i Piknik pod wiszącą skałą, który czytałam, jak chyba większość książek w życiu, zimą, w gimnazjum, kiedy byłam chora, i też to że w lutym dziewczęta cierpią od upałów wydawało mi się strasznie surrealistyczne. No, dla mnie Australia równa się upały zimą, czerwona ziemia i jakieś hiperinteligentne, wielkie pustynne pająki, co znaczy – czarna magia. Czasem sobie myślę, że jestem trochę człowiekiem pierwotnym.

Zaraz po Australii na mojej liście miejsc zaklętych jest Meksyk.

z cyklu odkryć późnonocnych

Posted in Myślę by Matylda on 26.04.10

Że piszą tylko ludzie nieszczęśliwi, prawdą jest powszechną. A ludzie szczęśliwi gotują i robią zdjęcia. Teraz jestem szczęśliwa i na to właśnie mam ochotę, że chciałabym wam robić zdjęcia w liczbie tysiąc dziennie, jak śpicie na jednym boku, jak śpicie na drugim boku, robić zdjęcia kwiatkom i kubkom herbaty, i Beniowskiemu na stronie 87 o godzinie 23:49, nawet brudnej po plackach patelni i resztkom sosu tzatziki, zachować jakoś te drobniutkie momenty kiedy myślę sobie, że jest dobrze, dobrze, dobrze. Ostatnie miesiące to był sezon rozdzierania szat i myślenia bardzo dużo nad sobą, przejrzałam archiwalne szkice robocze i to są jakieś straszne smęty, i są belferskie i moralizatorskie, i jestem w nich grubą rozwódką z trojgiem dzieci, i po czterdziestce, ale teraz już koniec generalizacji, psychologizacji, pretensjonalizacji, umartwienia, zmuszania się do czegokolwiek w imię wartości, których nikt poza mną nie wyznaje, i w ogóle wszystkiego.